vlcsnap-2015-09-17-13h43m51s370

«Polskie ślady»: 16. Początki „Polonii”

Թողարկվել է 06/01/2016

Ojciec Swietłany Kwitek, Władysław, urodził się w 1890 roku w Zamościu. Pod koniec I wojny światowej trafił on do armii carskiej. Kiedy nastał czas rewolucji październikowej, Władysław postanowił przejść na stronę czerwonych. Ruszył wraz z pułkami bolszewików ustanawiać władzę rad na Ukrainie i dalej na Kaukazie. W ten sposób w 1920 roku znalazł się w Gruzji. Skomplikowana sytuacja polityczna uniemożliwiła mu powrót do kraju. Zdecydował się pozostać w Tbilisi i tutaj na nowo ułożyć sobie życie.

Władysław był muzykiem, grał na instrumentach dętych. Dlatego oczywistą była decyzja o wstąpieniu do tbiliskiego konserwatorium. W 1926 roku poznał swoją przyszłą żonę – Ormiankę Jewgieniję. Matka Swietłany miała jeszcze tylko 17 lat, ale wtedy małżeństwa zawierało się wcześnie. Jewgienija pochodziła z regionu Lorri (północna Armenia), skąd jej rodzina wyprowadziła się około 1915 roku z powodu trudnej sytuacji w kraju.

Swietłana urodziła się w Tbilisi w 1941 roku. Była najmłodszym dzieckiem Władysława i Jewgienii.

Ojciec jeszcze przed wojną zachorował na serce. Z tego powodu lekarze zabronili mu dalej grać na ukochanych instrumentach dętych. Władysław, jako nowy pomysł na życie, wybrał swoją drugą wielką pasję – motoryzację. Został mechanikiem samochodowym i to podobno najlepszym w całym Tbilisi!

Władysław znał bardzo dobrze ojczysty język. Czytał polskie gazety i magazyny dostępne w sprzedaży w Gruzji. Kupował je także dla dzieci, które w ten sposób mogły chociażby próbować poznać język przodków. Swietłana pamięta, że zawsze mogła spytać tatę, gdy nie znała jakiegoś słowa, choć ojcu nie starczało czasu na porządną naukę dzieci polskiego. Był bardzo zajętym człowiekiem, tylko w niedzielę wychodził z warsztatu. Ciągle pracował, by móc wyżywić rodzinę.

Potrzebę stworzenia i zaangażowania we wspólnotę polonijną w córce zaszczepił Władysław. Swietłana pamięta, że w Tbilisi było wielu Polaków, którzy spotykali się zawsze w niedzielę po mszy w jednym z dwóch kościołów katolickich. Ojciec bardzo lubił tam chodzić, zawsze zabierał ze sobą dzieci. Swietłana pamięta, jak wiele radości dawały mu te cotygodniowe spotkania. Każda niedziela była dla nich jak święto. Z czasem niedzielna tradycja przerodziła się w serdeczną zażyłość pomiędzy Polakami, mieszkającymi w Tbilisi. Ważnym wydarzeniem były także gościnne koncerty polskich zespołów, które zawsze gromadziły całą polską społeczność.
Pośród najbliższych tylko Władysław wyemigrował. Jego bracia, rodzina i krewni pozostali w Polsce.

Kontakt z nimi był bardzo dobry, często pisali do siebie listy. Jednak, kiedy stan zdrowia taty uległ
pogorszeniu, Swietłana została „ukrytym cenzorem”. W trosce o ojca przeglądała wszelką korespondencję, sprawdzając, czy nie ma w niej żadnej informacji, która mogłaby źle wpłynąć na jego samopoczucie. Po śmierci Władysława, to właśnie ona zaczęła odpowiadać na listy rodziny.

Władysław zdecydował się złożyć odpowiednie dokumenty, zezwalające jego rodzinie na powrót do Polski. Jednak jego stan zdrowia nie pozwolił mu już na to. Ojciec Swietłany zmarł na zawał w 1962 roku.

W 1964 roku Swietłana pojechała na zimowy wypoczynek do Erywania, gdzie zatrzymała się u swojej starszej siostry – Reginy. To właśnie u niej poznała swojego przyszłego męża, młodego inżyniera-geologa, który był znajomym Reginy i często ich odwiedzał. Rok później Swietłana wyszła za mąż i osiedliła się w ojczyźnie ukochanego. W tym roku minęło już 50 lat, odkąd zamieszkała w mieście u stóp Araratu.

Jeszcze w stolicy Gruzji Swietłana skończyła studia w Instytucie Pedagogicznym na wydziale języków obcych. Studiowała filologię francuską. W Erywaniu została zatrudniona jako lektorka w szkole choreograficznej, w której podstawowym językiem obcym był właśnie francuski. Pracowała tam aż do emerytury, na którą przeszła w 2013 roku.

Po raz pierwszy w ojczyźnie ojca Swietłana była w 1967 roku. Pojechała razem z mężem odwiedzić rodzinę, z którą cały czas wymieniała się korespondencją. Wszyscy krewni przyjechali ich poznać. Było to niesamowite doświadczenie. Drugi raz pojechała do Polski z siostrą w 1972 roku.

Bardzo ważnym momentem w życiu Swietłany był rok 1995. Wtedy mała grupa entuzjastów, do której należała Swietłana, podjęła decyzję o utworzeniu formalnej wspólnoty, która jednoczyłaby w Armenii Polaków i Polonię, a także wszystkich pasjonatów polskiej kultury, historii, języka. Brakowało im jakiegoś łącznika, który dał by szansę poznać się i zjednoczyć podobnych ludzi. Wtedy właśnie zadecydowano o utworzeniu związku Polaków w Armenii „Polonia”. Wydarzeniu temu towarzyszyła radość. Czuć było zapał do pracy, wielkie emocje i nadzieje.

W 1996 roku organizacja posiadała już status prawny i swoje biuro, które stało się centrum spotkań oraz nauczania języka polskiego. Początkowo zajęcia prowadziła Felicja Mołczanowa, członek „Polonii”. Później zaczęła przychodzić Lilia Kamieńska – nauczycielka polskiego z wykształcenia. Swietłana bardzo dobrze pamięta też przygotowania do pierwszej wspólnej Wigilii. Jako że to ona właśnie zajmowała się wydarzeniami kulturalnymi, na nią spadła odpowiedzialność za przygotowanie potraw, piosenek i kolęd. Potem było pierwsze, nieoczekiwane, zaproszenie do Polski dla przedstawicieli „Polonii”: zwiedzanie kraju, poznawanie innych organizacji polonijnych, szkolenia i zajęcia. Ogrom niezapomnianych wrażeń…

Działalność w „Polonii” to wielka przyjemność dla Swietłany. I choć, jak to zwykle bywał, początki były trudne to „nie można było marzyć o czymś lepszym, o czymś więcej”. Obecnie także jej córka oraz dwie wnuczki kontynuują dzieło, rozpoczęte prawie 20 lat temu przez Swietłanę Kwitek. Angażują się w działalność organizacji, uczą się polskiego. Wnuczki już otrzymały szansę odwiedzić ojczyznę swojego dziadka. Starsza z nich śpiewa w chórze „Gwiazdeczka”.

vlcsnap-2015-09-17-13h39m13s925

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *