vlcsnap-2015-09-16-09h24m52s818

«Polskie ślady»: 14. Ojczyzna ukochanego

Published 09/12/2015

Jadwiga Bartoszewicz urodziła się w 1942 roku na Białorusi. Jej ojciec był Polakiem. Matka, choć była Białorusinką, płynnie mówiła po polsku. Jadwiga dorastała w bardzo trudnych czasach wojny i powojennej zawieruchy, jej dzieciństwo było bardzo ciężkie. Nie otrzymała od losu szansy poznania swojego ojca – zmarł na froncie. Mama została sama z trójką dzieci: Jadwigą, jej starszą siostrą oraz bratem. Z trudem udało im się przeżyć czasy wojny. Mama ze wszystkich sił starała się zaopiekować dziećmi najlepiej jak potrafiła. Jadwiga pamięta sytuację, gdy chciano rodzeństwo zabrać do domu dziecka, żeby zapewnić im lepsze warunki. Matka nie zgodziła się, nie pozwoliła rozbić rodziny.

Na Kaukaz Jadwigę przywiodła miłość. Zakochała się w wojskowym. Swojego przyszłego męża, Pajkara, poznała jeszcze na Białorusi, gdzie stacjonował. Jadwiga początkowo nawet nie myślała o przeprowadzce do ojczyzny ukochanego, ale los zdecydował za nią.

Mama była bardzo przeciwna wyjazdowi córki, nie rozumiała, gdzie tak naprawdę Jadwiga ma zamieszkać. Programy telewizyjne tworzyły obraz Kaukazu jako miejsca niebezpiecznego, obcego kulturowo. Nie rozróżniało się wtedy Ormian, Azerów, Turków, Gruzinów – wszyscy to byli „nie-Rosjanie”. Jadwiga pamięta, jak mama trochę żartobliwie, trochę ukrywając obawy, pytała, czy także będzie musiała zakrywać twarz chustą, tak jak pokazywali w telewizji.

3 kwietnia 1965 roku Jadwiga Bartoszewicz przyjechała do Armenii. Razem z mężem osiedlili się w Giumri, drugim co do wielkości mieście Armenii. Początkowo bardzo trudno było się jej odnaleźć w nowym kraju, nowej rzeczywistości. Nie znała języka a jej teściowie nie znali rosyjskiego, co zmotywowało ją do szybkiej nauki. Teraz, choć z akcentem, swobodnie może się porozumiewać po ormiańsku. Miejscowa kuchnia także była dla niej inna, dziwna, nie smakowała jej. Zwłaszcza nie umiała się przyzwyczaić do ormiańskiego pieczywa – lawaszu. Do życia w Armenii już przywykła, nawet polubiła ten kraj. Śmieje się, że nie mogło być inaczej, skoro spędziła tu więcej lat niż na Białorusi.

Obecnie Jadwiga jest już na emeryturze. Wcześniej pracowała jako kucharka i nauczycielka języka rosyjskiego w szkole. Ma dwójkę synów i dwójkę wnucząt – Siergieja oraz Lilit. Imiona wybrała im, oczywiście, babcia. Syn z rodziną mieszka w mieszkaniu obok swojej mamy.

Jadwiga ciągle stara się utrzymywać kontakt ze swoją siostrą i rodziną, którzy mieszkają na Białorusi. Wcześniej telefonicznie, teraz dzięki Internetowi. W latach 80. rodzina wielokrotnie przyjeżdżała do niej. Po pierwszej wizycie mama była bardzo zdziwiona tym, jakim spokojnym miejscem jest Armenia. Zupełnie inaczej niż pokazywali w telewizji. Rodzinie bardzo spodobał się kraj, byli zachwyceni jego pięknem.

Marzeniem Jadwigi jest wyprawa do swojej ojczyzny, chciałaby jeszcze raz zobaczyć rodzinne strony. Niestety, nie jest to możliwe w jej sytuacji. Problemem jest stan zdrowia, który nie pozawala udać się w tak długą drogę. Brakuje też funduszy. Pozostaje więc tęsknota, ale nie przesłania ona jej swojego szczęścia, które odnalazła w Giumri.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *