vlcsnap-2015-09-16-09h50m06s705

«Polskie ślady»: 13. Drogą Życia do Erywania

Թողարկվել է 25/11/2015

Pierwsze dziewięć lat swojego życia Zoja Pierepić spędziła w pięknym miasteczku Idrica (obwód pskowski, Rosja), znajdującym się przy dzisiejszej granicy z Łоtwą. Jej rodzina mieszkała w domu wybudowanym przez dziadka Zoji – Polaka, właściciela ziemskiego z rodu bojarskiego, który po ślubie osiadł w Idrice. Dziadek przez 20 lat służył w Carskim Siole przy kancelarii Jego Imperatorskiej Mości.

Zoja urodziła się w 1921 roku w dobrze usytuowanej rodzinie, była jedynaczką. Jej ojciec, Grigorij Fiodorow, 20 lat służył w Carskim Siole jako adwokat. Po rewolucji pracował jako kierownik na dworcu towarowym w Idrice. Wspomnienia z dzieciństwa Zoji są przepełnione miłością, szczęściem, ciepłą i rodzinną atmosferą. Sama ten okres nazywa „złotym dzieciństwem”. Tego obrazu nie zmąciła nawet wymuszona przeprowadzka na Ural, której przyczyną najprawdopodobniej były dobre finansowa sytuacja rodziny oraz profesja ojca, które nie podobały się nowej władzy.

Z Uralu rodzina Pierepić powróciła na tereny obwodu pskowskiego, do historycznego miasta Wielkie Łuki. Tam spędziła młodość, stamtąd wyjechała do Leningradu. Zoja wstąpiła do Instytutu Pediatrii, aby zrealizować swoje wielkie marzenie – zostać lekarzem. Nigdy jej się to nie udało – szanse na realizację upragnionego celu całkowicie przekreśliła wojna. Latem 1941 roku, kiedy Zoja, starosta swojej grupy, z powodzeniem zdała egzaminy kończące II rok studiów, jej dotychczasowe życie zostało wywrócone do góry nogami. Jak sama wspomina: 22 czerwca „głos spikera ogłosił wyrok na nasze jeszcze wczoraj spokojne życie”. Na front powołano dwa starsze roczniki studentów Instytutu, a Zoja razem z kolegami z roku pracowała zarówno w leningradzkich szpitalach, jak i przy budowaniu murów obronnych.

Dzięki opiece kierownictwa uczelni, zimę w blokowanym Leningradzie przeżyli wszyscy studenci. Zoję, tak jak innych przyjezdnych, ulokowano na terenie Instytutu Pediatrii, gdzie panowały przyzwoite warunki a „każdego dnia po obchodzie dziekana z lekarzami umieszczano nas po kolei w szpitalu na »wzmacniające odżywianie«”. Kiedy Zoja to wspomina, nasuwa się jej tylko jedno słowo: raj. Do dziś z ogromną wdzięcznością opowiada o wspaniałych i odważnych ludziach, którzy wtedy się zaopiekowali zarówno studentami, jak i zwykłymi pracownikami. Zagwarantowali im prawdziwe luksusy w te czasy pełne strachu, głodu, śmierci: ogrzewane pokoje, dostęp do racji żywnościowych i bieżącej wody…

8 kwietnia 1942 roku studentów trzech pierwszych lat Instytutu wywieziono z Leningradu Drogą Życia – wytyczonym przez Ładogę szlakiem transportowo-ewakuacyjnym. Następnie wagonami towarowymi wysłano ich do Jessentuki (miasto na przedgórzu Wielkiego Kaukazu). Studenci mogli odzyskać siły w położonej około 40 kilometrów dalej miejscowości uzdrowiskowej Kaukaskie Mineralne Wody, do której zostali następnie skierowani.

Oblężenie Leningradu zostało przerwane, jednakże wjazd do miasta nadal był niemożliwy – władze obawiały się wybuchu epidemii. Zoja, jej koledzy, pracownicy naukowi Instytutu oczekiwali na zgodę na powrót do miasta, na uczelnię. Aby nie siedzieć bezczynnie dziekan zadecydował, aby wszyscy włączyli się w pomoc lokalnym mieszkańcom. Do wyboru była praca w szpitalu, który cierpiał na braki kadrowe, lub wyjazd do pobliskiego bawełnianego sowchozu. Zoja chciała zapisać się do szpitala, jednak dziekan powiedział jej: „Nie zapisujcie się tam. Jeszcze zdążycie zająć się medycyną, kiedy wszystko wróci do normy. Teraz jedźcie do sowchozu odzyskać trochę zdrowia, pojeść arbuzów… ”. W końcu pojechało 40 osób.

Po miesiącu pracy sowchoz znalazł się na kierunku niemieckiego ataku, który odciął studentów. Uratowali ich żołnierze radzieccy, którzy potem wysłali ich pociągiem na południe. Droga z Derbentu do Tbilisi zajęła Zoji miesiąc. Jednakże Tbilisi nie przyjmowało już więcej do siebie ludzi uciekających przed wojną. Grupa została skierowana do Baku, dokąd jednak nie dotarli. Już na terytorium Azerbejdżanu, w środku nocy wszystkim rozkazano opuścić pociąg. Jednak nad Zoją i jej towarzyszami podróży zlitowała się kierowniczka składu: nie tylko pozwoliła im zostać, ale także dała im oddzielny wagon. Pociąg miał wrócić do stolicy Gruzji, ale dziewczyna miała ich uprzedzić, gdy będą na terytorium Armenii. Tak Zoja znalazła się w Armenii, gdzie w końcu mogła odnaleźć spokój.

19 września 1942 roku jej podróż dobiegła końca – dotarła do Erywania. Znowu poczuła się jak w raju: słońce, wspaniała pogoda, uśmiechnięci ludzie… Tutaj postanowiła pozostać: spotkała miłość swojego życia, a kiedy w 1944 roku przyszło wezwanie z Leningradu, a także list od cudem ocalonych rodziców, już wiedziała, że wracać nie chce.

Zoja wspomina, że to nie ona znalazła sobie męża, ale to on ją zauważył pierwszy. Pawła Kasparowa, kierownika cechu, poznała jesienią 1944 roku, kiedy wykonywała szczepienia profilaktyczne wśród robotników fabryk. Gdy tylko usłyszała jego imię, zdała sobie sprawę, że poznała go już wcześniej, w Leningradzie. Okazało się, że był to narzeczony jednej z jej koleżanek, która studiowała na IV roku. Paweł wyjaśnił, że po 2,5 roku związku zerwali zaręczyny z powodu… Zoji! Już wtedy, w Leningradzie, młodemu inżynierowi Zoja Pierepić wpadła w oko, o czym z przymrużeniem oka powiedział swojej ukochanej. Jednak narzeczona Pawła słynęła z wybuchowego charakteru, więc niewinny żart doprowadził do okropnej kłótni między narzeczonymi i zerwania zaręczyn.

Ślub, tak jak postanowiła z ukochanym, wzięli po ogłoszeniu pokoju. Wtedy też zadecydowała, żeby zostawić swoje niespotykane nazwisko, którego pochodzenie zawsze ją zastanawiało. Dopiero później, już w Erywaniu mama wyjaśniła Zoji jego zagadkę i opowiedziała córce o polskim pochodzeniu swoich przodków.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *