vlcsnap-2015-09-16-10h32m30s013

«Polskie ślady»: 12. Rodzinne tajemnice

Published 10/11/2015

Korzenie Ludmiły Caturian sięgają terenów Galicji Wschodniej. Na Ukrainie w miejscowości Kobrin mieszkali jej pradziadkowie: Jan Brailowski z żoną Marią i córkami Hanną oraz Ireną (babcia Ludmiły). Jan posiadał fabrykę, a Maria zajmowała się domem. Po ślubie, w 1912 roku Irena urodziła syna – Jana. Był to ojciec Ludmiły. Przyjęła także nazwisko męża – Polońska.

Spokój Brailowskich i Polońskich zmąciła polityczna zawierucha i dojście do władzy bolszewików. Okazało się, że rodziny są „wrogami narodu”. Pradziadka Jana rozstrzelano. Ludmiła nie wie, kiedy dokładnie to się stało, ponieważ przez wiele lat fakt ten w skrywano. O smutnym losie pradziadka nie mówiono wśród bliskich. Niewiele później prababcia także zmarła.

Pozostałych członków rodziny zesłano do Kazachstanu. Miejscem zsyłki była wieś Kriwosziokina w rejonie kokczetawskim. Jan rozpoczął pracę w tamtejszym kołchozie. „Pewnego razu na jednym z kołchozowych zebrań ojciec zapytał, dlaczego na wszystkich odpowiedzialnych stanowiskach pracują wyłącznie krewni przewodniczącego kołchozu…”. Ten akt sprzeciwu sprowokował reakcję miejscowych władz. Ojca Ludmiły chciano aresztować, ale w porę ostrzegli go sąsiedzi. Jan uciekł natychmiast, tak jak stał. Przeszedł 120 kilometrów boso. Za dnia chował się w lesie, nocą podążał w kierunku miasta, mając nadzieję, że wśród ludzi uda mu się znaleźć ratunek.

Dotarł do miasta rejonowego Kokczetaw. Tam przyszła mu z pomocą rodzina Wawrowskich. Zaopiekowała się nim, pomogła nie tylko odzyskać siły, ale także zdobyć nowe dokumenty na zmienione nazwisko. Inaczej nie miałby szans na przetrwanie. Dalej Jan wyruszył na Daleki Wschód, gdzie osiadł. Ojciec Ludmiły ukończył szkołę wojskową, ożenił się w 1937 roku z Marią Stepanową.

Jan został skierowany do służby na Sachalin. Tam urodziła się Luba, Wiktor i Włodzimierz, a w 1946 roku – Ludmiła.

W 1953 roku rodzina znowu się przeprowadziła, tym razem do Mińska. Rok później dziadek Ludmiły zmarł w wypadku samochodowym. Po tym tragicznym zdarzeniu babcie Irana postanowiła przeprowadzić się z kołchozu do miasta Kokczetaw.

W 1957 roku ojciec zakończył służbę wojskową. Mimo że w stolicy Białorusi budowano już dla nich okazały dom, rodzina postanowiła przeprowadzić się do babci, do Kazachstanu.

Dopiero wtedy, mając 11 lat, Ludmiła po raz pierwszy poznała swoją babcię. Trudno jej było przyzwyczaić się do tego, w jaki sposób babcia mówi po rosyjsku. „Kiedy zaczęła mówić, poczułam się jako dziecko bardzo niezręcznie: mówiła nie tak jak wszyscy; byłam bowiem przyzwyczajona słyszeć tylko mowę rosyjską.”

Ludmiła nie miała pojęcia o swoim polskim pochodzeniu, była to wielka tajemnica, którą rodzina starała się skrywać. Dopiero po przyjeździe do Kazachstanu dzieci zaczęły coś podejrzewać. Babcia Irena dosyć często rozmawiała ze swoim synem po polsku, a młodzi oczywiście podsłuchiwali dyskusje dorosłych. „W moich wspomnieniach zostało jedno z jej dziwnych zachowań: co tydzień babcia gdzieś wychodziła. Mówiła, że «do swoich». Okazało się, że w Kokczetawie w tym czasie była już duża diaspora polska i to właśnie byli dla niej «swoi».” Pojawiły się trudne pytania, na które trzeba było udzielić Ludmile i jej rodzeństwie odpowiedzi. Jednak dzieci wyczuwały, że ich ojciec bał się przeszłości. Był to strach, który towarzyszył mu do końca życia.

W Kokczetaw Ludmiła ukończyła szkołę, w 1967 roku zakończyła także studia w Kokczetawskim Instytucie Pedagogicznym na wydziale filologii angielskiej. W tym samym roku wyszła za mąż po raz pierwszy. Ojciec jej wybranka był Ormianinem, jego matka – Rosjanką. Przyszły mąż Ludmiły przyjechał do Kazachstanu na praktykę, w czasie trwania której poznali się. Po jej zakończeniu, już jako małżeństwo, wrócili do ojczyzny męża – do Armenii. Tak Ludmiła znalazła się w Erywaniu. Tutaj wychowały się jej dzieci: Mikołaj oraz Karina. Ludmiła po raz drugi wyszła za mąż na początku lat 80. za czystej krwi Ormianina.

Karina pozostała na stałe w Erywaniu. Jej dwie córki, Lilit i Mane, także mieszkają w stolicy Armenii. Za to Mikołaj wyjechał na studia do Rosji, tam ożenił się, założył rodzinę, Ma syna, Jana, który odziedziczył imię po pradziadku.

Do momentu rozpadu Związku Radzieckiego Ludmiła pracowała jako nauczycielka języka angielskiego. W Erywaniu uczyła w szkole nr 55 im. A.P. Czechowa, następnie w Instytucie Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych. Wraz z odzyskaniem niepodległości przez Armenię nastały trudne czasy, brakowało pracy. Ludmiła postanowiła więc zająć się domem i wnuczętami.

Kiedy Ludmiła przyjechała do Erywania po raz pierwszy, towarzyszył jej strach, strach przed innością, obcością, osamotnieniem. Ogrom nowego przytłaczał: język, kultura, obyczaje… Jednakże starała się powoli, krok po kroku, przyzwyczajać się do nowego otoczenia. Znalazła pracę, zaczęła nawiązywać pierwsze znajomości. Na swojej drodze spotkała wielu życzliwych, otwartych i serdecznych ludzi, którzy pomogli jej zapuścić korzenie w Erywaniu. Zbawienna okazała się być także literatura ormiańska, która z jednej strony przybliżyła jej świat Ormian, z drugiej – pozwalała poznawać nowe osoby. Ludmiła pamięta, że jedna z jej sąsiadek dysponowała pokaźną biblioteczką i zawsze była rada pożyczyć jej kolejny tytuł. Po tylu latach spędzonych w Armenii, Ludmiła czasami nawet łapie się na tym, że nieświadomie zdarza się jej powiedzieć „My, Ormianie…” albo „Bo u nas w Armenii…”.

I choć, jak sama mówi, „wrosła już w Armenię”, to jednak dalej czuje silny związek ze swoją historyczną ojczyzną. Stara się przekazać świadomość swojej tożsamości dzieciom i wnukom, pomóc im ukształtować w nich namiastkę polskości. „Zawsze marzyłam o tym, żeby ktoś z moich dzieci i wnuków był stale związany z Polską (…). I ono, to marzenie, można powiedzieć spełnia się… I ja, i moja córka, moje wnuczki jesteśmy teraz członkami Związku Polaków w Armenii «Polonia». Wnuczki uczestniczą w chórze i razem ze swoją mamą uczą się języka polskiego. Lilit i Mane były już dwukrotnie w Polsce, na obozie wakacyjnym w Gdańsku. Wnuczki miały szczęście przebywać w historycznej Ojczyźnie swoich przodków, wiele poznać, przybliżyć się do polskiej historii, życia współczesnej Polski, jej kultury (…).”

Ludmiła nie wyobraża już sobie życia gdziekolwiek indziej, Erywań stał się jej prawdziwym domem. Lecz nie przeszkadza jej to tęsknić do Polski, żywić głęboką nadzieję, że kiedyś także sama zobaczy na własne oczy kraj swoich przodków.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *