vlcsnap-2015-09-16-09h58m27s418

«Polskie ślady»: 10. „Pokochałam Ormianina”

Published 14/10/2015

Janina Harutyunyan (Ancyparowicz) urodziła się w 1928 roku na terytorium ówczesnego województwa nowogródzkiego w powiecie wołożyńskim (obecnie Białoruś). Rodzina Ancyparowiczów posiadała tam majątek o powierzchni 10 hektarów oraz sklep spożywczy, który znajdował się dwa kilometry od ich domu. Janina oraz jej siedmioro rodzeństwa (pięciu braci i dwie siostry) wychowywali się w dobrobycie. Majątek oraz sklep gwarantowały dobre zarobki, pozwalające utrzymać liczną rodzinę. Chodzili do polskiej szkoły, która znajdowała się niedaleko. W 1939 roku Janina ukończyła drugą klasę szkoły podstawowej.

Spokój zakończył się z dniem 17 września, kiedy to na mocy paktu Ribbentrop – Mołotow ziemie nowogródzkie zajęli Rosjanie. Szkoły zamknięto, a kiedy ponownie zostały uruchomione oficjalnym językiem nauczania był białoruski. Janina, tak jak inne polskie dzieci, miała spore trudności w nauce, ponieważ nie wszystko była w stanie zrozumieć. Za popełniane błędy nauczycieli bili uczniów po rękach. Pamięta, że taką właśnie karę wymierzono jej, gdy nie umiała powiedzieć po białorusku liczby „98”.

Jednak najgorsze dopiero miało nadejść. 22 czerwca 1941 roku nastąpił atak sił niemiecki na ZSSR. Janina wspomina, że już po czterech dniach Niemcy zajęli okolicę, w której żyła jej rodzina. Szkoły znowu zostały zamknięte, na szczęście rok szkolny już się skończył a Janina otrzymała promocję do szóstej klasy. Nastały trudne czasy, zapanował chaos, strach i głód. Zapasy ze sklepu Ancyparowiczów zostały rozkradzione – najpierw przez niemieckich żołnierzy, potem przez okolicznych mieszkańców oraz białoruskich partyzantów. Na szczęście, ojca Janiny, Aleksandra, nie powołano do wojska z racji swojego wieku – miał już ponad 50 lat.

W lipcu 1944 roku Białoruś została odbita przez siły Armii Czerwonej. Wtedy też ojciec zmarł. Rodzina nadal znajdował się w trudnej sytuacji. Dlatego Janina zdecydowała się znaleźć pracę. Już w czasie wojny pracowała jako laborantka u znajomego rodziców. Zatrudniła się w zakładzie mleczarskim, także jako laborantka.

Na zaproszenie kuzynki, która przeprowadziła się do Mińska do męża, Janina wyjechała z rodzinnego domu. W dużym mieście łatwiej było znaleźć dobrze płatną pracę, a w zakładzie mleczarskim zarabiała marne grosze.

W Mińsku Janina mieszkała w pobliżu garnizonów. Pewnego dnia poznała tam Ormianina. Nazywał się Gagik. Po roku wspólnych spotkań okazało się, że wszystkich stacjonujących w Mińsku Ormian przenoszą do Murmańska. Gagik wymógł na Janinie obietnicę, że będzie tutaj na niego czekać. Półtora roku trwała ich rozłąka. Gdy ukochany powrócił do Mińska, od razu chciał zabrać Janinę ze sobą do ojczyzny, lecz ona się nie zgodziła. Wiedziała, że zgodnie z ormiańską tradycją Gagik najpierw powinien wrócić do domu i poprosić rodziców o zgodę na ślub, a dopiero później przyjechać po nią. Janina znowu musiała przyrzec, że będzie czekać, a on pojechał do Armenii.

Tam znalazł pracę, został także kapitanem drużyny koszykarskiej. Gdy jego drużyna przyjechała do Odessy na mecz, po rozgrywce Gagik udał się w podróż do ukochanej. W Mińsku od razu wzięli ślub i razem, już jako małżeństwo, wyjechali na Kaukaz. Janina po ślubie przyjęła nazwisko męża – Harutyunyan.

W Armenii czekała na nich bardzo duża rodzina, u której zamieszkali. Janina wspomina, że teściowa była bardzo wymagającą kobietą. Teściowa udzieliła jej bardzo ważnej lekcji życia: „Nina, wiesz co, żona powinna pierwsza wstawać i ostatnia kłaść się spać.”. Tak też i Janina robiła przez dwa lata. Kiedy pojawiły się dzieci, życie w tak dużej rodzinie stało się już zbyt męczące. Żona postawiła więc przed mężem ultimatum: „Albo wracam do Polski, albo wyprowadzamy się gdzieś indziej żyć na swoim.”.

Gagik pracował jako kierownik biura paszportowego w mieście Ararat. Tam z przydziału miał małe mieszkanko, w którym zamieszkali razem z Janiną. Żyli w Araracie około cztery lata. Następnie w Wedi otrzymali już bardziej przestronną kawalerkę. Jednak pojawił się kolejny problem: w okolicy nie było rosyjskojęzycznej szkoły, a Janina nie była w stanie rozmawiać ze swoimi dziećmi inaczej niż po rosyjsku. Rozwiązaniem była przeprowadzka do stolicy. Wspólnymi siłami, przy finansowym wsparciu rodziców Gagika, udało się kupić część domu w stolicy. Kiedy dom zburzono, w zamian rodzina dostała mieszkanie, w którym Janina z rodziną syna mieszka po dziś dzień.

Janina nie miała zbyt wielu trudności z adaptacja do nowych warunków. Śmieje się, że to bardziej miejscowi nie umieli się przyzwyczaić do obecności cudzoziemki w swoich stronach. Wspomina, że gdy chodzili do teatru w Artaszacie wzbudzali niemałą sensację, wielu ludzi robiło im zdjęcia i zapewne pokazywało później znajomym fotografie nietypowej pary.

Mimo początkowej niechęci do konserwatywnej teściowej, z biegiem czasu bardzo się polubiły i zżyły. Janina była jedną z pięciu synowych – Gagik miał jeszcze czterech żonatych braci. Przy takiej liczbie osób nie zawsze można było wszystkich zabrać ze sobą w gości. Ale teściowa zawsze wybierała Janinę, co wzbudzało zazdrość u reszty rodziny. Tak została ulubioną synową. Polska synowa od razu przypadła do serca również teściowi. Był to bardzo serdeczny, pomocny i dobry człowiek. Gdyby nie on, Janina wyjechałaby z Armenii. Za jego wsparcie jest mu ogromnie wdzięczna po dziś dzień. Mówiąc o nim, zawsze nazywa go „złotym człowiekiem”.

Mąż Janiny był bardzo gościnny, towarzyski. Z tego powodu nigdy nie pozwolił Janinie pracować, bo, jak mawiał: „A co wtedy moi goście będą robić?”. Gagik zmarł w 1984 roku.

W Armenii Janina urodziła trójkę dzieci: córkę Lilię, oraz dwóch synów, Grigorija i Walerija. Dwoje z nich mieszka teraz w Mińsku. Córka wyjechała na studia i tam została. Pracowała jako naukowiec, zajmowała się onkologią, teraz jest już na emeryturze. Jeden z synów zakochał się w koleżance Lilii i wyjechał ożenić się, pracuje jako budowniczy. Janina mieszka z trzecim synem i jego rodziną w Erywaniu. Doczekała się pięciorga wnucząt. Wszyscy oni otrzymali bardzo dobrą edukację, studiują. Stanowi to ogromny powód do radości dla Janiny, ponieważ spełniają oni jej marzenie o zdobyciu wykształcenia.

Janina zawsze starała się utrzymywać kontakt ze swoją rodziną. Często do siebie pisali listy, dzwonili. Rodzeństwo wielokrotnie odwiedzało ja w Armenii. Janina, od momentu wyjazdu na Kaukaz, Polskę odwiedziła trzy razy.

W Polsce nadal żyją jej dwaj młodsi bracia – Stanisław (wybitny chirurg ogólny i naczyniowy) i Bronisław (doktor, wykładowca uniwersytecki). Obaj mieszkają w Warszawie, gdzie przeprowadzili się razem z mamą do nieżyjącego już starszego brata – Alberta. W czasie wojny uczył się on w szkole podchorążych, następnie już jako wojskowy stacjonował w Bydgoszczy. Albert został skierowany do Warszawy, gdzie dostał trzypokojowe mieszkanie. Zmarł w maju 2014 roku. Mama zmarła w wieku 80 lat. Także jedna z sióstr swoje życie spędziła w Polsce, we Włocławku, dokąd wyjechała jeszcze przed wojną. Pozostałych braci, tak jak Janinę, los skierował ku obcym krajom. Jeden zamieszkał na Białorusi, w Nieświeżu, drugi na Ukrainie, w Doniecku, dokąd został wywieziony w czasie wojny do pracy w kopalni.

Mimo tylu lat spędzonych za granicami kraju, Janina nie zapomniała ojczystej mowy. Bardzo chciałaby jeszcze raz odwiedzić Polskę, ale, niestety, nie jest to możliwe. Problemem jest przede wszystkim stan zdrowia, ale także strach przed podróżą samolotem. Swoją ogromną tęsknotę za ojczyzną stara się złagodzić poprzez działalność w Związku Polaków w Armenii „Polonia”, gdzie może odnaleźć namiastkę upragnionej polskości.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *